fot. archiwum

Lekolepki podbiją Polskę

Rozmowa z Piotrem Merksem z Katedry Technologii Postaci Leku Collegium Medicum w Bydgoszczy.

Co to są lekolepki?

Lekolepki to są etykiety na leki w formie piktogramów, które zawierają najważniejsze informacje, w jaki sposób najbardziej optymalnie stosować lek, tak żeby jak najlepiej się wchłaniał i działał w organizmie.

Skąd taki pomysł?

Pomysł zrodził się 11 lat temu. Przy rodzinnej kolacji zaczęliśmy rozmawiać o problemach pacjentów. Mama jest lekarzem-dentystą, wypisuje recepty i pacjentom zalecenia, jak stosować leki. Wypisuje je na karteczce, ale wie, że pacjenci często je gubią. Mówiła, że wolałaby dawać im coś w rodzaju naklejek, na których byłoby napisane, jak stosować leki. Z kolei mój tata, który był w Meksyku, opowiadał, że tam w metrze informacje są przekazywane za pomocą obrazków (bo wiele osób ma problemy ze zrozumieniem tekstu). Ja z kolei, gdy byłem na stypendium w Finlandii, widziałem strzykawki, które miały określony kolor w zależności od dawki leku – np. zielony, niebieski itd. Zmniejszało to prawdopodobieństwo pomyłek popełnianych przez pielęgniarki.

Pomyślałem, że te koncepcje można by połączyć i stworzyć piktogramy, które byłyby naklejane na leki, a mówiły o ich stosowaniu. W Anglii, Australii leki są etykietowane nalepką, na której jest napisane dużymi literami np. „weź tę tabletkę dwa razy na dzień”.

W Finlandii, Anglii, Australii pracował Pan jako farmaceuta?

Do Finlandii wyjechałem na stypendium, żeby napisać pracę magisterską. Skończyłem ją, wygrałem staż w szpitalu kardiologicznym. Potem pracowałem Australii, a następnie w Wielkiej Brytanii na różnych stanowiskach: farmaceuta, kierownik apteki, gdzie doradzałem pacjentom, sprawowałem nadzór kliniczny, ale też podpatrywałem formy pracy farmaceutów, którzy oprócz sprzedawania leków zajmują się opieką farmaceutyczną nad pacjentami.

Wtedy powstawała koncepcja lekolepek i założyłem swoją pierwszą firmę. Pomysł jest prosty: gdy farmaceuta wydaje pacjentowi lek w aptece, drukuje naklejkę, na której jest piktogram, jak przyjmować lek. Np. na opakowaniu omeprazolu będzie to obrazek oznaczający: „Weź lek 30 min. przed jedzeniem”. A na opakowaniu simwastatyny: Stosować wieczorem” i „Nie popijać sokiem grejpfrutowym”.

Projekt zaczął się szybko rozwijać w 2015 roku, gdy stworzony przeze mnie pomysł lekopelek dostał dofinansowania z Narodowego Centrum Badań i Rozwoju oraz Venture Capital Balck Pearls z siedzibą w Gdańsku. Stworzyliśmy razem spółkę Piktorex, która właśnie finalizuje projekt systemu wdrażania Systemu Indywidualnego Etykietowania Leków (SIEL) w Polsce.

Potrzeba wynikła również z tego, że pacjenci źle stosują leki?

Z badań okazuje się, że pacjenci w ogóle nie czytają ulotek. Większość osób, które szuka informacji o lekach, sięga do doktora Google’a. A przecież Internet nie jest źródłem merytorycznym. W 2016 roku skończyliśmy już własne badania na ten temat.

Na czym te badania polegały?

Z Narodowego Centrum Badań i Rozwoju oraz Venture Capital Black Pearls dostaliśmy fundusze przeznaczone na badania i rozwój. Przeprowadziliśmy kilkustopniowe badania walidacji piktogramów, ale też oceny tzw. kompetencji zdrowotnych Polaków po 65. roku życia. Kompetencje zdrowotne u co dziesiątego Polaka wypadły fatalnie. Okazało się, że 50 proc. osób nie przyjmuje w sposób właściwy leków, które wypisuje lekarz. Ponad 60 proc. pacjentów gubi kartki, które dostają od lekarzy. Kolejna rzecz: lekarze poświęcają zbyt mało czasu na wytłumaczenie, jak należy leki przyjmować. Poza tym 67 proc. pacjentów w ogóle nie pamięta tego, co mówi do nich lekarz albo farmaceuta, wydając lek.

Kolejne badania zrobiliśmy z użyciem lekolepek: chcieliśmy sprawdzić, czy dzięki temu pomysłowi uda się poprawić complience i adherence (czyli czy pacjenci stosują się do zaleceń lekarza), bo dla lekarzy jest najbardziej istotne, żeby pacjenci wypełniali ich zalecenia. Lekolepki mogą być stosowane do wszystkich leków, jednak przede wszystkim chcemy, by były stosowane do leków na receptę. Chcemy też wzmocnić rolę farmaceuty, żeby on powtarzał informacje, które mówił lekarz albo dodawał inne, na których przekazanie lekarz nie miał czasu.

Jak będzie wyglądać lekolepka?

Naklejka jest standaryzowana, musi przejść skomplikowany i drogi proces walidacji. Przeprowadzamy badanie z grupą pacjentów, obrazek musi być oceniony pod względem przejrzystości. Zgadywalność musi być powyżej 67%.

Chcecie sprawdzić, czy ludzie zrozumieją piktorgramowy przekaz?

Tak, proces wygląda w ten sposób, że najpierw pokazujemy osobie badanej obrazek. Pytamy, co widzi. Jeśli zgaduje, to wszystko jest w porządku. Jeśli nie, to my mówimy, co ten obrazek przedstawia. A potem pytamy, jak ta osoba zmieniłaby obrazek, żeby przekaz był dla niej zrozumiały. Poprawiamy obrazek i za dwa tygodnie wracamy z nowym pomysłem do badanej osoby. Mamy 52 piktogramy, każdy jest oceniany przez 50 osób. Proces jest więc bardzo skomplikowany i czasochłonny.

Oprócz piktogramu znajduje się tekst dotyczący stosowania. Teksty są zoptymalizowane i zbudowane w oparciu o przegląd międzynarodowych standardów dotyczących leczenia.

Zrobiliśmy do tego oprogramowanie, które będzie dostępne w aptekach. Innowacją jest to, że po pierwsze mamy polską technologię dostosowaną do polskich warunków, po drugie mamy etykiety, które na Zachodzie są czarno-białe i mają tylko teksty, a my mamy kolorowe piktogramy, dostosowane do polskiego katalogu leków.

Nasz pomysł został doceniony w innych krajach, poparły go towarzystwa farmaceutyczne z całego świata (m.in. brytyjskie, belgijskie, kanadyjskie, australijskie), a w 2015 roku dostaliśmy oficjalny patronat Brytyjskiego Towarzystwa Królewskiego oraz zostaliśmy uznani za innowacyjną usługę farmaceutyczną.

Taką etykietkę będzie przyklejał farmaceuta, czy już wcześniej powinna znaleźć się na leku?

Gdy pacjent pójdzie do apteki, da receptę do realizacji, farmaceuta zeskanuje jego dane, a potem zeskanuje lek i wydrukuje naklejki, którą można przyczepić na rogu opakowania. Z informacji o lekach wyławiamy te najważniejsze, które mają znaleźć się na etykietce. To mają być najważniejsze informacje z punktu widzenia pacjenta. Podam przykład. Powiedzmy, że pacjent zażywa statynę na wieczór. Dla jednego pacjenta to oznacza wziąć lek o 18, ale o 19 pójść na spacer. Statyna nie zadziała odpowiednio. Natomiast dla drugiego oznacza to wzięcie leku tuż przed pójściem spać – i to jest zażycie prawidłowe. Tak więc my generalnie staramy się usystematyzować informację, że statyna powinna być zażywana bezpośrednio przed pójściem spać.

Kolejna rzecz dotyczy interakcji leków z żywnością, np. z sokiem grejpfrutowym. Pacjenci w ogóle nie wiedzą, że ten sok wchodzi w interakcję z lekami, podnosi się po nim stężenie leku we krwi, co potencjalnie wpływa na pojawienie się działań niepożądanych, czyli jest znacznie większa szansa, że pojawi sie np. drżenie mięśni, bóle. Również leki na nadciśnienie reagują z sokiem grejpfrutowym. Takie informacje chcemy umieścić na etykiecie.

Kiedy ten system może zostać wdrożony?

Planujemy oficjalne wdrożenie około 1 września. Myślę, że od razu będzie 20 aptek, które będą pracowały w tym systemie.

Jak duże jest zainteresowanie ze strony farmaceutów?

Bardzo duże, dostaję codziennie setki maili. Zainteresowane są zarówno apteki niezależne, jak sieciowe, a poza tym hurtownie i firmy farmaceutyczne. Wielu farmaceutów chciałoby stworzyć zupełnie nową jakość obsługi pacjenta w Polsce.

Jest szansa, że ten system się upowszechni?

Mam nadzieję, zresztą widzę, jak duże jest zainteresowanie. W ubiegłym roku w ramach szkoleń podyplomowych prowadziłem zajęcia dla farmaceutów. Przeszkoliłem ok. 4000 osób, były bardzo zainteresowane tym systemem.

Rozmawiała Katarzyna Pinkosz

Lekolepki podbiją Polskę
Oceń artykuł

Podobne wiadomości

Nie ma możliwości dodania komentarza